Liga Polska Manager – jak to się zaczęło?

Artykuł pochodzi z serwisu FM Revolution i został napisany przez Ceyvol w 2011 roku. Jako, że w części dotyczy wydarzeń sprzed wielu lat, nie gwarantujemy, że w jest w 100% dokładny. Skróty dokonane przez redakcję LigaManager.pl.

Kiedy na przełomie tysiącleci dzieciaki dorastały w świecie wielkich polskich metropolii, bezprecedensowymi królami rynku managerów piłkarskich były tytuły mi kompletnie obce. Poprawność polityczna nakazuje powiedzieć, że rządziły i panowały wtedy kolejno produkty SI: Championship Manager 00/01, a następnie 01/02, ale stuprocentowej pewności mówiąc to nigdy mieć nie będę. Swoją lekko zawstydzającą niewiedzę – osiem lat to niedużo, jednak młodsi ode mnie grali w managera-legendę – zaznaczam w konkretnym celu, bowiem w czasie gdy swoje pryszcze leczyły obecne legendy sceny, człowiek zamknięty przed światem, w zapomnianej mieścinie jak moja, miał wtedy bardzo ograniczoną znajomość gier komputerowych. W moim widnokręgu nie istnieli jeszcze bracia Collyer, Wyspy Brytyjskie czy robienie kariery w zagranicznych ligach. Nie było haseł “realizm”, “bugi” ani “grywalność”. Liczył się tylko Liga Polska Manager!

art_1_Liga_Polska_Manager

Na początku wyjaśnijmy sobie, że seria LPM to gry wyprodukowane przez MarkSoft oraz mGroup pod dowództwem Mariusza Trzaski, przez dekadę między 1995 a 2005 rokiem. Wszelkie czerstwiaki i dinozaury, które twierdzą inaczej, są niedoinformowane i szerzą jedynie zamęt wśród kart historii. Choć w przeszłości, niezbyt odległej zresztą, istniała jeszcze inna gra (a może raczej program) o tej samej nazwie na Amigę 500, to jedynym wspólnym elementem obu produktów był prawdopodobnie pomysł autora na ich tytuł. Niestety, głównie z tego powodu jest ona często mylona z pierwszym dziełem MarkSoft – oznaczonym numerem ’95. Ta zaprojektowana została jeszcze bez udziału samego Trzaski i dopiero jej konwersja, a właściwie napisanie od nowa przez Pana Mariusza przyniosło serii zasłużoną popularność.
Zebranie płyt z tymi wszystkimi arcydziełami, a także rzetelnych informacji o nich, nie było łatwe – w Internecie nikt nigdy nie podjął się budowy większego podsumowania historii serii, zaledwie jedna strona fanowska wegetuje pod respiratorem, fora roją się od pytań poszukiwaczy pirackich wersji LPM, oficjalna strona umarła bezpowrotnie, a w czeluściach sieci ostał się po niej dosłownie jeden zapis archiwalny. Na szczęście gdy elektronika zawodzi, pozostają neurony naszego mózgu, które po niemałym wysiłku pamięciowym skierują nas… do szafy! Tak, to właśnie tam leżą odłogiem zapomniane już płyty z kwartalnika “Twój Niezbędnik”, które wytrwale wyczekiwały na otarcie ich z kurzu. Stare, poobijane, nadszarpnięte w niejednym miejscu zębem historii – ale działają, razem ze szczątkowymi informacjami z sieci przyczyniając się do upamiętnienia wspaniałej gry (tylko co z tego, skoro same managery już nie – dopisał zafrasowany autor kilka godzin później).
Żeby zrozumieć fenomen Ligi Polskiej Manager należy wziąć pod uwagę kryteriów czasów, w których seria ta ulegała rozwojowi. Gdy komputery dopiero zaczynały pokazywać swój potencjał, a Internet dla wielu był jeszcze swojskim określeniem zakładu opiekuńczego, nie sposób było wyłowić perłę z zagranicy – dowolną wersję Championship, FIFA Soccer czy Premier Managera. Co więcej, wielu o istnieniu takowych nie miało zielonego pojęcia, a tych, którzy jakimś cudem natknęli się na któreś z nich, nierzadko odrzucała nieznajomość języka angielskiego. I tu był pies pogrzebany – główną zaletę gry Trzaski stanowił fakt, iż była całkowicie po polsku! Otwierał tym samym zupełnie nieznany świat dla osób, które na anglojęzyczne CM-y patrzyły jak na pisane alfabetem japońskim. Powiedzmy sobie też, że choć czołowe managery Zachodu nie grzeszyły stopniem trudności, to ich polski odpowiednik zawstydzał je w tym aspekcie bezapelacyjnie, co wielu odpowiadało. Dla fanów seryjnych zwycięstw możliwość zakończenia sezonu z kompletem punktów i sprowadzania bez oporów do nieznanej polskiej ligi gwiazd futbolu stanowiła morze zabawy bez dna. Gorzką pigułkę stanowił na początku fakt, iż pierwszy produkt naszych rodaków z połowy lat dziewięćdziesiątych miejscami przypominał dość niechlubne osiągnięcia Kevina Tomsa – na szczęście nieudane eksperymenty grupy Laboratorium Komputerowe Avalon szybko przyćmił Mariusz Trzaska i manager, którego tak wielu pokochało.

Liga Polska Manager ’96

art_1_Liga_Polska_Manager_96_4 art_1_Liga_Polska_Manager_96_1 art_1_Liga_Polska_Manager_96_3

Pierwszy projekt zrealizowany przez Mariusza Trzaskę i jego kolegów przeznaczony był na komputer Amiga. Ponieważ w założeniu stanowił on przepisaną wersję ’95, wzbogaconą o kilka usprawnień, główne różnice między nimi wyniknęły jedynie z prawidłowości charakterystycznych pomiędzy pecetami a konsolą. Kiedy pojawiał się na rynku, nie byłem w stanie wymówić jeszcze prostego zdania, dlatego zetknąć przyszło mi się z nim po raz pierwszy w życiu – grę za niewielką opłatą możecie pobrać stąd, uruchamiając ją na swoim pececie przy pomocy darmowego emulatora. Ewentualne problemy z odpaleniem managera powinien rozproszyć dołączony do całości poradnik.
W gruncie rzeczy wersja ta niewiele różni od poprzedniczki. Po włączeniu aplikacji gracza wita wściekle różowy ekran startowy, rozwiewający wszelkie wątpliwości co do twórcy czekających na nas dalej atrakcji. Ponownie miły dla oka element stanowią oryginalne herby polskich klubów, tym razem znacznie staranniej dopracowane. Spójrzcie tylko na tę głębię szczegółu – przeklinane przez grafików logo Widzewa wcale nie odbiega bardzo od oryginału, a jak można się domyślić, przy prostszych herbach wygląda to jeszcze lepiej. Procedura stworzenia menedżera nie była trudna – wybrałem imię, klub, poziom trudności i z miejsca trafiłem do menu głównego rozgrywki.

Pierwsze moje odniesione wrażenie, to że Liga Polska Manager 96 pod względem rozwiązań interfejsu bardzo przypomina współczesne managery na telefony komórkowe. Z okna głównego jednym kliknięciem przeniesiemy się wprost do meczu, zarządzania zespołem, tabeli ligowych czy listy transferowej. Co rzuca się w oczy to fakt, że nie tylko loga i nazwy klubów, ale również imiona i nazwiska wszystkich zawodników są autentyczne. Kuleje co prawda system wybierania ich do jedenastki, bowiem w konkretnych formacjach ustawić można ich tylko według alfabetycznej kolejności. Ale kto się tam wtedy przejmował, czy Szymkowiak jest obrońcą bocznym czy środkowym…
Kolejnymi opcjami menu głównego były okno do zaciągania pożyczek, ekran wiadomości, przegląd klubów oraz najprostsze opcje gry. Szperając jednak głębiej, w dziale taktycznym doszukałem się klasyfikacji króla strzelców oraz opcji kontraktowych. Z kolei najbogatszym działem w grze są “Informacje” – zaglądając tam odkryjemy prawdziwy szkielet kolejnych wersji LPM i jednocześnie jej znak rozpoznawczy. W naszej mocy decyzyjnej znajdują się wysokość premii dla piłkarzy, rozbudowa stadionu (miejsca stojące, siedzące, oświetlenie, tablica świetlna… brzmi znajomo?), kuracja piłkarzy, a nawet rodzaje transportu i umowy ze sponsorami. Żebyśmy jednak nie przestali zupełnie czuć się menedżerem, twórcy oddają nam także do dyspozycji terminarz, listę naszych osiągnięć i statystyki zespołu.
Pewnie zdążyliście już pogubić się w tej wyliczance – nie martwcie się, ja właściwie także. Znaczną wadą gry po pierwszym uruchomieniu jest nieznajomość znaczenia przycisków, które nie zostały w żaden sposób podpisane. Na szczęście nie jest ich na tyle dużo, aby nie być w stanie po pewnym czasie zacząć stosować ich na pamięć.

Ciekawie w grze prezentuje się tryb meczu. Mamy tutaj do czynienia z ambitną próbą symulacji akcji piłkarzy, gdzie obserwujemy połowę boiska, na którą ma być oddany strzał. Całość z perspektywy czasu wygląda oczywiście bardzo komicznie, zastanawiające jest jednak, że twórcy w późniejszych wersjach zupełnie zrezygnowali z podążania tą drogą. Co warte odnotowania – zabawnie biegającym pikselowym zlepkom towarzyszy szum kibiców lepszy, niż w obecnych Football Managerach! Sam ekran meczowy nie wyróżnia się na tle całego interfejsu, z tą różnicą, że jest niebieski, cała reszta zaś – zielona. Znawcy serii nie mogą więc nie zauważyć, że kształt Ligi Polskiej Manager zaczął formować się już od pierwszej jej wersji. I nie mówimy tu tylko o charakterystycznych dla gry opcjach, ale nawet o tak prozaicznych szczegółach jak kolory teł.

Liga Polska Manager ’98

Pierwszą wersję gry, przeznaczoną na Windows 95, pamiętam jak przez mgłę, choć starszy brat, zdrowy rozsądek i fakty historyczne udowadniają mi, że to niemożliwe. W każdym razie mogę stwierdzić, że to, co kiedyś wydawało mi się szczytem fajności, teraz przypomina aplikację studenta na poziomie excelowym. Przede wszystkim nie powinniśmy mówić tu o jakimkolwiek designie – LPM ’98 to po prostu zbiór szarych windowsowych okienek, wzbogacony o tekst i obrazki. Trzeba jednak zaznaczyć, że te właśnie ozdoby stanowiły jeden z atutów programu. Tła i profile piłkarzy zostały ozdobione zdjęciami drużyn i samych zawodników, nie zabrakło również logosów klubów, trochę estetyczniejszych niż ostatnio, choć nadal składanych z kupki pikseli. Prawdziwą rewolucją w tej części gry były jednak animacje filmowe, prezentujące sytuacje podbramkowe z boisk Ekstraklasy w trakcie meczu. Niestety, nudziły się one dość szybko, a i sama ich różnorodność nie powalała na kolana – po pewnym czasie gracze znali je na pamięć i najzwyczajniej w świecie wyłączali. Podobnie działo się z podkładem muzycznym, na szczęście możliwym także do podmiany. Najważniejsze zmiany stanowiły natomiast ligi polskie w liczbie trzech, a także możliwość wyboru sezonu, w którym chcemy rozpocząć rozgrywkę. Widzicie, tego ostatniego we współczesnych managerach nawet nie robią…

art_1_Liga_Polska_Manager_98_2art_1_Liga_Polska_Manager_98_3

Jedną z nadrzędnych cech gier autorstwa MarkSoft jest fakt, iż o całej naszej rozgrywce decyduje właściwie wybór poziomu trudności. W trzeciej edycji ich liczba zwiększa się, co doprowadza z kolei do – nielogiczne, ale jednak – większych rozbieżności w ich działaniu. I tak, decydując się na łatwą zabawę nie będziemy musieli kiwnąć palcem, aby podbić Europę, zaś wybór poziomu trudnego lub bardzo trudnego może doprowadzić zdesperowanych nastolatków do wieszania się na kablach od swoich myszek. Decyzja ta odbijała się później przede wszystkim na stanie finansów, które nie zawsze udawało się utrzymać na przyzwoitym poziomie. Gracz musiał stale monitorować klubowe konto, zdobywając dodatkowe fundusze na sprzedaży miejsc reklamowych, a ponieważ LPM słynie wręcz z dróg na skróty i dziur umożliwiających nietypowe triki, ze sponsorami mogliśmy się na przykład bez końca targować o każdą złotówkę, uzyskując w końcu najlepszy możliwy kontrakt.

art_1_Liga_Polska_Manager_98_4 art_1_Liga_Polska_Manager_98_5

Co się tyczy zarządzania drużyną, tutaj także wykonywane czynności zależne były od kilku wyuczonych schematów. Jakich? Choćby tego, że jedynym znaczącym atrybutem w profilu zawodnika była forma – od niej tak naprawdę całkowicie zależała postawa kopacza na boisku. W zasadzie, jeżeli piłkarz był w formie, mogliśmy ustawić go w dowolnej formacji (za wyjątkiem pozycji bramkarza), a i tak sprawował się dobrze. Co więcej, korzystniej było desygnować do gry w ataku obrońcę w świetnej formie, niż napastnika w przeciętnej, i tak dalej. Choć dokładne role nadal nie były piłkarzom przypisane (lewy, prawy – bez różnicy), zdarzało się trafić dla piłkarza jedną pozycję idealną, na której stawał się współczesnym Leo Messim i pakował do siatki gola za golem. Uroki polskiego managera.

art_1_Liga_Polska_Manager_98_6
W miarę normalnie, na rozsądnym poziomie trudności rzecz jasna, wyglądała kwestia taktyki. Aby myśleć o dobrych wynikach, trudniejszych przeciwników należało podejmować z przewagą obrońców, łatwiejszych zaś z większą liczbą napastników. Inaczej sprawa miała się z pomocnikami, których poczynania najlepiej kontrolowało się przy pomocy suwaków woli walki. Taka skrupulatność wskazana była jednak głównie na początku rozgrywki, w okresie budowy zespołu. Gdy ten wjechał już na właściwe tory, wystarczyło utrzymywać formę zawodników i dać im robić swoje, a strategia meczowa pozostawała kwestią drugorzędną.

art_1_Liga_Polska_Manager_98_7

Na zakończenie warto dodać, że Liga Polska Manager 98 zaskarbiła sobie sympatię graczy również dzięki edytorowi dołączonemu do gry, a także dzięki licznym możliwościom drobnych oszustw. Każdy mógł wedle uznania edytować komentarze meczowe, zmieniać oprocentowanie pożyczek, długość leczenia danej kontuzji, statystyki graczy, a nawet ustawić dla swojej drużyny automatyczny start w pucharach europejskich, w pierwszym sezonie. Tak dużej władzy nad bazą danych użytkownicy nie otrzymali od twórców nigdy wcześniej, ani chyba nigdy w przyszłości (Redakcja: edytor dla LM2015 jest jeszcze bardziej rozbudowany :).

Liga Polska Manager 2000

Gra wydana przez mGroup wraz z nadejściem nowego tysiąclecia oznaczała zupełnie nową jakość. W kwestiach rozwiązań graficznych manager wykonał absolutnie milowy krok naprzód – gra odpalała się w pełnym ekranie, elementy interfejsu i efekty mu towarzyszące właściwie wyprzedzały swoją epokę. Do tego solidny podkład muzyczny – monotonny, ale nie męczący, choć niestety działał jedynie z płytą. Na to wszystko złożyło się też jednak sporo wyrzeczeń, jako że w grze nie uświadczyliśmy już żadnych zdjęć piłkarzy ani drużyn. Miejsca zabrakło również na logosy poszczególnych klubów, co pozostaje jedną z najczęściej wytykanych wad serii.

art_1_Liga_Polska_Manager_2000_1 art_1_Liga_Polska_Manager_2000

Dziwne rzeczy zadziały się z bazą drużyn. Została ona bowiem w niezrozumiały sposób zmniejszona, a na liście kilkunastu europejskich krajów w każdym z nich znaleźliśmy jedynie kilka najlepszych – chyba tych, które w aktualnym sezonie grały w pucharach. Zespoły nieuwzględnione przez twórców, wraz ze swoimi zawodnikami, zwyczajnie nie istniały. Pamiętajmy jednak, że masz manager nazywa się “Liga Polska” i to na niej programiści mieli zadanie się skupić. Rok 2000 przyniósł więc między innymi nową organizację strukturalną lig (I: 16 drużyn, II: 24 drużyny, III: 4 x 18 drużyn).

art_1_Liga_Polska_Manager_2000_3 art_1_Liga_Polska_Manager_2000_2

Na szczęście inne elementy środowiska piłkarskiego zostały odwzorowane już w sposób wierniejszy. Nareszcie kluby zaczęły wymieniać się piłkarzami między sobą, a silnik transferowy został wzbogacony choćby o wypożyczenia. Pojawiły się mecze towarzyskie, zarówno z rywalami krajowymi, jak i zagranicznymi, mogliśmy też zatrudnić poszukiwacza talentów (prowizoryczny system scoutingu). Liga Polska Manager przestał próbować, zaczął natomiast stanowić managera pełną gębą. Prócz szeregu zupełnych nowości, twórcy nie zapominali o usprawnianiu opcji zawartych już wcześniej – od teraz piłkarzy określało osiem atrybutów, z czego każdy mogliśmy trenować oddzielnie. Rozwinięte zostały także ekran taktyczny, terminarz czy informacje meczowe – można tak wymieniać w nieskończoność, ponieważ rewolucja w interfejsie odmieniła właściwie oblicze każdego detalu gry.

art_1_Liga_Polska_Manager_2000_5 art_1_Liga_Polska_Manager_2000_4

Niezwykle żywy stał się ekran informacji – powiem więcej, był on żywszy od tego we współczesnych FM-ach, ponieważ do otrzymania nowej wiadomości nie trzeba było nawet kontynuować gry. Można rzec, iż komputer wręcz nam się narzucał, jako że skrzynkę regularnie zapełniały prośby o pożyczkę, oferty od sponsorów, za zawodników, nawet prośby o wykupienie luimg alt=b wypożyczenie piłkarza z danego klubu. Ponadto, nie ominął nas żaden transfer ani wiadomości o zwycięzcach rozgrywek. Konkretne typy informacji oznaczane były różnymi kolorami, dzięki czemu wiedzieliśmy, czy dotyczy ona wewnętrznych operacji w klubie, zwykłych powiadomień, czy np. wszelkiej maści ofert.

Nowe LPM, aż do końca swojego żywota, uczyło siły pieniądza. To gra, w której właściwie wszystko było ze sobą powiązane i ustawienia poszczególnych opcji wzajemnie oddziaływały na siebie. Przykładowo, zbyt wysokie ceny biletów to niska frekwencja, a tym samym zbyt małe przychody do klubowej kasy. Pustki w kasie to niższa pula premii za zwycięstwo, a więc gorsze wyniki. Wysokość pensji zapisanych w kontraktach nie miała na wynik znaczenia, ponieważ za postawę piłkarzy na boisku niemal całkowicie oddziaływał jeden czynnik – właśnie premie za zwycięstwo i remisy. Zwiększając je i zmniejszając stawaliśmy się królem motywacji, będąc w stanie pokonać rywala wydawało by się nieosiągalnego. Tylko trzeba było tę motywację opłacić.

art_1_Liga_Polska_Manager_2000_7 art_1_Liga_Polska_Manager_2000_6

Obrót pieniądza w grze leżał w całości w naszych rękach. Decydowaliśmy o rozbudowie stadionu, będącego drugim, po sponsorach, źródłem naszych dochodów, niemal w każdym detalu – zależały od nas ceny biletów, jakość oświetlenia, boisk treningowych, szatni, loży dla VIP-ów… Jak zwykle oprócz trenera stawialiśmy się również finansistą, obracającym klubowymi pieniędzmi na giełdzie, czy podpisującym kontrakty z wszelkimi szczegółami (nadanie piłkarzowi mieszkania albo samochodu – z takich bezwartościowych szczegółów gra do dziś słynie). Nikt nie mógł nam również zabronić podjęcia próby kupienia meczu – panowie z MarkSoft posiadali wtedy najwyraźniej proroczą wiedzę na temat polskich realiów ligowych.

Jednak najbardziej charakterystyczną cechą dla całej serii LPM, a zarazem jej najbardziej uwłaczającą bolączką, był silnik meczowy, ograniczony do pięciu bramek dla każdej ze stron. O ile jeszcze w obliczu DOS-owej aplikacji lub systemowych okienek mogliśmy spokojnie machnąć ręką, tak teraz, na tle tak rewolucyjnych zmian, taka sytuacja była nie do pomyślenia. Na poziomie łatwym, lub dobrą drużyną na średnim, dochodziło do absurdalnych sytuacji, kiedy pięć trafień zaliczaliśmy w ciągu pierwszych 30 minut, a w następnej godzinie naszych podopiecznych opanowała niezidentyfikowana niemoc. Cały czas podkreślam jednak kluczową rolę stopnia trudności, ponieważ niemal całkowicie wypaczał on jakąkolwiek ocenę realizmu konkretnego mechanizmu. Początkujący równie dobrze mogli wygrywać Ligę Mistrzów w formacji 2-3-5, ówcześni masochiści nawet z siódemką obrońców mogli nie zdołać nie stracić bramki. Przed autorami nadal pozostawało dużo pracy…

Liga Polska Manager 2002

art_1_Liga_Polska_Manager_2002

Nastał wraz z premierą LPM 2002 czas statyzmu, okres udoskonalania i pielęgnowania święcącego sukces dzieła. Wielu jednak proces zmian na lepsze poddaje w wątpliwość, sugerując twórcom całkowity zastój, spoczęcie na laurach i próby zarobienia kolejnych pieniędzy przy minimum wysiłku (gra w dniu premiery kosztowała 100 zł, czyli niewiele mniej niż współczesny Football Manager!). Sama aplikacja istotnie nie doczekała się zbyt rewolucyjnych zmian. Interfejs pozostał praktycznie nietknięty, zmienił się za to podkład muzyczny, choć oba zestawy moglibyśmy śmiało wrzucić do jednego worka.

art_1_Liga_Polska_Manager_2002_2 art_1_Liga_Polska_Manager_2002_1

Być może sytuacja ta wyniknęła z poświęcenia całego roku na prace nad nowym projektem – Koszykówka Manager 2001 (Twój Niezbędnik 3/2002), brata bliźniaka LPM. Napisanie wielu algorytmów zupełnie od nowa, przystosowanie szkieletu do innej dyscypliny sportowej, stworzenie analogicznego interfejsu, promocja i dystrybucja gry – to wszystko z pewnością pochłonęło uwagę mGroup na pewien czas. A z racji bardzo mocno zatartych po LPM 2002 w Internecie śladów, warto przypomnieć także jego koszykówkową odmianę.

Koszykówka Manager 2001

Jak widać, twórcy musieli się na chwilę oderwać od piłki nożnej, dlatego też opisywanie kosmetycznych zmian, jakie zaszły pomiędzy wersjami Ligi Polskiej, doprowadziłoby połowę czytelników do stanu uśpienia. Zmieniły się cyferki, przekolorowano ekran nowej gry, uaktualnione zostały składy drużyn i lig. Ogółem, dodano kilka naprawdę kosmetycznych usprawnień i nowych opcji, dlatego żadna z nich nie mogła w jakikolwiek sposób odmienić oblicza rozgrywki. Z jednym wyjątkiem.

art_1_Koszykowka_Manager_2001_4 art_1_Koszykowka_Manager_2001_1 art_1_Koszykowka_Manager_2001_2 art_1_Koszykowka_Manager_2001_3

Kluczową zmianą, na którą zdecydowali się programiści, był ruch uznany dziś prawdopodobnie za zamach na świętą grywalność produktu. Odsłonili oni bowiem przed graczami zupełnie nową ścieżkę ułatwiającą grę, mianowicie, kody – ścieżkę dużo bardziej bezpośrednią niż poznane doświadczeniem triki czy wykorzystywane dziury programu. Nie było ich wiele, posiadały jednak wielką moc – mogły wywołać potężny zastrzyk gotówki, podniesienie formy naszego zespołu, zwiększenie liczby punktów oraz przeniesienie do nas dowolnego zawodnika. Okazało się, że Trzaska i spółka świetnie trafili w mentalność nastoletnich polskich managerów – oni kochali oszukiwać. Nie mieli przy tym skrupułów, stosowali praktyki dziś powszechnie tępione i uważane za naganne, a społeczność graczy nie widziała w takim stanie rzeczy nic złego, co jednak z perspektywy czasu zdecydowanie obniża wartość całej serii.

Liga Polska Manager 2003

Paradoksalnie, rok przerwy pomiędzy wersjami 2002 a 2003 okazał się zdecydowanie bardziej owocny, niż dwa lata dzielące wersje 2000 i 2002. Twórcy postanowili swoje wszystkie siły rzucić na futbol, w konsekwencji czego w około 9 miesięcy powstała kolejna odsłona kultowego managera. Tym razem jednak nie obyło się bez widocznych zmian, wprowadzonych w większości na skutek sugestii graczy – mowa oczywiście o pomniejszych elementach, jako że, jak już wcześniej wspominałem, model aplikacji nie zmienił się już do ostatnich dni jej popularności. Szata graficzna ponownie została praktycznie nietknięta, tradycyjnie zaktualizowno też bazę danych. Do tego doszło jednak również kilka istotnych posunięć, pozwalających odczuć, że gramy istotnie w nową, nie zaś w odrestaurowaną grę.

art_1_Liga_Polska_Manager_2003_1 art_1_Liga_Polska_Manager_2003

Za najważniejszą zmianę należy uznać wprowadzenie dogrywek i rzutów karnych, w przypadku remisów, w meczach pucharowych. Pomyślicie, jak to możliwe, że wcześniej zupełnie zignorowano tak codzienne elementy futbolowego świata? Najwyraźniej Polak potrafi wybrnąć z każdej sytuacji, a Pan Mariusz zrobił to w najprostszy możliwy sposób. Do tej pory, kiedy wynik meczu był remisowy, a spotkanie decydowało o awansie do dalszej fazy, o powodzeniu gracza decydował łut szczęścia – rzut monetą, losowy algorytm, czy Bóg jeden wie, jak to przebiegało i jak to sobie tłumaczyć. W każdym razie twórcy poczynili milowy krok w stronę realizmu, wyłączając z rywalizacji czynnik losowości niemal całkowicie.

art_1_Liga_Polska_Manager_2003_3 art_1_Liga_Polska_Manager_2003_2

To jednak nie jedyny element, który po latach zaniedbań doczekał się uwagi programisty. Nareszcie bowiem zdecydowano się na wprowadzenie bardziej szczegółowego podziału pozycji – od tej pory mieliśmy do czynienia obrońcami prawymi, lewymi i środkowymi, podobnie z pomocnikami. Trudno określić, czy był to jedynie zabieg kosmetyczny, czy też rzeczywiście miał wpływ na postawę gracza, ponieważ formę drużyny dało się ocenić raczej całościowo, a zależała ona w pierwszej kolejności od wybranego na starcie poziomu trudności. Niemniej szczegół ten ucieszył mnie i z pewnością także wielu innych wirtualnych managerów.

art_1_Liga_Polska_Manager_2003_5 art_1_Liga_Polska_Manager_2003_4

Pozostałe zmiany to w głównej mierze po prostu rozwój zaimplementowanych wcześniej opcji. W każdym zakamarku mogliśmy wypatrzeć nowe szczegóły – czy to dodatkowy obiekt do wybudowania przy stadionie, czy to większą różnorodność sponsorów, banków i firm, albo rzadziej powtarzające się wydarzenia dotyczące zawodników. Dodano również dodatkowy kod na ominięcie uciążliwego limitu obcokrajowców, nad czym oczywiście ubolewam, ponieważ wdrożenie w grę tej zasady znacznie urealniało i nieco utrudniało rozgrywkę. Menedżer był dzięki niej zmuszony do większej uwagi na rynku transferowym i nie mógł kupować każdego jak popadnie. Decyzję o zainwestowaniu w gracza z zagranicy trzeba było przemyśleć, aby nie skończył on na wieczność przy bidonach, z racji nałożonych na klub ograniczeń.

art_1_Liga_Polska_Manager_2003_7 art_1_Liga_Polska_Manager_2003_6

Autor gry słusznie określa tamte posunięcia jako “ewolucyjne”. Istotnie, forma Ligi Polskiej Manager zmierzała ku lepszemu – z tych samych przyczyn zresztą, co sukcesy święci dziś brytyjski Football Manager. Twórcy LPM, podobnie jak teraz twórcy FM-a, mieli na uwadze głos graczy, dzięki czemu zmiany były rozsądne, szły w dobrą stronę, a produkt z roku 2003 możemy z perspektywy lat nazwać naprawdę udanym. Jeśli dodamy do tego fakt, iż aplikację przed premierą testowało specjalnie wyselekcjonowane, wąskie grono graczy, to zarysuje nam się nawet funkcjonujący dziś z powodzeniem system beta-testów, z tą różnicą, że na znacznie mniejszą skalę. Dodatkowo współpraca nawiązana wcześniej z czasopismem Komputer Świat czyniła grę powszechnie dostępną i rozwiązywała niemal zupełnie problem piractwa – produkt mGroup mocno ugruntował swoją pozycję na rynku i nic nie zapowiadało powoli zbliżającego się schyłku serii.

Liga Polska Manager 2005

Wersja ta miała początkowo być oznaczona numerem 2004, jednak opóźniona data premiery skłoniła prawdopodobnie twórców do zmiany decyzji. LPM 2005 wpadł lekko w konwencję znaną nam ze współczesnych Football Managerów – gra została wydana w roku wcześniejszym, niż wskazywała nazwa, a do jej sprawnego działania potrzebna była w przypadku wielu komputerów oficjalna łatka. Wersja ta pobiła zresztą wszelkie rekordy serii w kategorii liczby utworzonych do niej dodatków. Jako że na oficjalnej stronie mGroup znalazł się panel do umieszczania własnych ogłoszeń na stronie głównej, ambitni użytkownicy chętnie promowali swoje osiągnięcia – pliki dodające nowe drużyny, kontuzje, banki, imiona, komentarz, nawet kibicowskie przyśpiewki zamiast standardowej ścieżki dźwiękowej. Twórcy zresztą także nie próżnowali, poza wspomnianym wcześniej patchem wydając uaktualniony edytor, aktualizację składów i jeszcze jedną łatkę. Przełom lat 2004-2005 można uznać za ekstremum aktywności użytkowników LPM w Internecie.

art_1_Liga_Polska_Manager_2005

Nie ma się czemu dziwić, zwłaszcza gdy prześledzimy listę zmian jakie zaszły pomiędzy nową, a poprzednią wersją. Po raz kolejny Mariusz Trzaska i spółka nie próżnowali, implementując w grze następne przydatne opcje. Poza tradycyjnym już zaktualizowaniem składów, a także zasad panujących w ligach polskich, twórcy skupili swoją uwagę głównie na poszerzeniu palety niezależnych wydarzeń. Inne drużyny nareszcie zaczęły same wychodzić z własnymi inicjatywami – choćby z propozycją rozegrania sparingu. Od teraz naszego zawodnika mógł nareszcie kupić albo wypożyczyć klub z zagranicy, nie zaś, jak działo się to wcześniej, tylko krajowy. Ponadto, podwórkowi rywale mogli zaproponować nam sprzedanie przez nas meczu, co byśmy nie tylko my czuli się skorumpowanymi oszustami. Oczywiście, w myśl polskich realiów, PZPN mógł nas na przyjęciu takiej oferty złapać i o dziwo, nie działo się to pięć sezonów po fakcie, ale zaraz po meczu.

art_1_Liga_Polska_Manager_2005_2 art_1_Liga_Polska_Manager_2005_1

Nowa edycja to także nowe funkcjonalności. I tak, jako wszechstronny manager mogliśmy podjąć decyzję o wykupieniu długów jakiejś firmy, objąć dowodzenie w Klubie Kibica (większa frekwencja) oraz w szkółce talentów (napływ młodych kopaczy, teraz także z Polski). Nie zabrakło też nowości w kwestii infrastruktury – inwestycja w podgrzewanie i automatyczne nawadnianie murawy leżała oczywiście w naszej mocy decyzyjnej. Nie musieliśmy o nic pytać prezesa, nawet problem wyboru obozu kondycyjnego (tańszy – krajowy/droższy – zagraniczny) rozwiązywaliśmy sami. Można powiedzieć, że pod wpływem ewolucji tego typu elementów gry staliśmy się jednoosobową instytucją klubową.

Po raz kolejny poczyniono drobny krok w stronę realizmu. Wprowadzenie dogrywek i rzutów karnych pociągnęło za sobą następne posunięcia, w tym utworzenie systemu mecz-rewanż i zasady bramek zdobytych na wyjeździe. Aby wyniki w tej formie były jednak czytelne, musiano także zdecydować się na opracowanie drzewkowego wyświetlania poszczególnych faz rozgrywek. Kolejną drobną korektą było zapewnione miejsce w Lidze Mistrzów ubiegłorocznemu zwycięzcy tych rozgrywek. Niestety, choćbyśmy wygrali ją trzydzieści razy z rzędu, nadal będzie mógł w niej grać tylko jeden polski klub (dwa w przypadku, gdy wygrywając LM nie wygramy mistrzostwa, ale czy to w ogóle możliwe?).

art_1_Liga_Polska_Manager_2005_4 art_1_Liga_Polska_Manager_2005_3

Na nieszczęście istnieje równowaga w przyrodzie i szereg dobrych zmian musiał zostać zneutralizowany przed dodatkowy pakiet kodów dla strudzonych niemiłosiernie ciężką rozgrywką graczy. Problemami przestały być modyfikacja naszych statystyk w tabeli, cudowne ozdrawianie chorych zawodników, teleportowanie i ekspresowe szkolenie trenera, wyczarowanie lukratywnej oferty od sponsora, czy nawet stworzenie bariery ochronnej wokół naszych piłkarzy, uniemożliwiając ich jakiekolwiek kontuzje. Na szczęście kto nie chciał, ten z naprawdę przesadnych ułatwień nie korzystał, ciesząc się rozgrywką w po raz kolejny ulepszonej Lidze Polskiej Manager.

Liga Polska Manager 2005 Nowa Edycja

Ostatni już produkt spod ręki Mariusza Trzaski ukazał się niecały rok później, jednak stanowił on właściwie zwykłe uaktualnienie LPM 2005, w nowym opakowaniu. Tytułowa “Nowa Edycja” zawierała zaktualizowane składy oraz zasady rozgrywek na sezon 2005/06 i próżno było doszukiwać się w niej czegokolwiek więcej, co znacząco odróżniałoby ją od poprzedniczki. Może poza jednym – opcją odtwarzania plików MP3 ze wskazanego przez nas katalogu, pozwalającą na stworzenie alternatywy dla zmieniającego się, jednak od dawna już niemodnego soundtracku. O najmłodszym, choć też już niemłodym przedstawicielu serii można jednak powiedzieć, że był względnie najstabilniejszy ze wszystkich – jako jedyna z wersji daje się bez większego oporu uruchomić na nowoczesnych oprogramowaniach.

art_1_Liga_Polska_Manager_2005_NE

 

 

Redakcja Liga Manager:

Historia serii gier Liga Polska Manager jest też opisana w książce “Nie tylko Wiedźmin. Historia polskich gier komputerowych” autorstwa Marcina Kosmana.

Opisana historia ma swój “dalszy ciąg” w postaci gier Liga Manager 2015 na Android, Liga Manager 2016 na Windows i najnowszej odsłony Liga Manager 2017 na Windows.